16.05.2010 r. Zielony Sztandar
Katyń – czas na odfałszowanie historii
Do dziś zaskakuje precyzja, z jaką przygotowano i przeprowadzono zbrodnię na internowanych w ZSRR polskich oficerach i funkcjonariuszach publicznych. Wiele wskazuje na to, że od samego początku ich los miał być okryty tajemnicą. Stąd bardzo rygorystyczna izolacja, a potem sam sposób eksterminacji, wykluczający czyjąkolwiek ucieczkę, albo bunt większej grupy jeńców. A przecież Stalin nie zwykł szczególnie starannie ukrywać swoich zbrodni. Sfingowane procesy, po których zlikwidowano znaczną część kadry oficerskiej Armii Czerwonej, odbywały się przy odsłoniętej kurtynie. Monstrualne oskarżenia i wyroki były publikowane w prasie. Także to, że służby bezpieczeństwa mają możność skazania każdego obywatela i zesłania go do łagrów, było czymś oczywistym dla mieszkańców sowieckiej Rosji.
Dlaczego pod adresem Polaków nie wysunięto oskarżeń, nie przeprowadzono nawet czegoś w rodzaju procesu? Może najwyższym władzom komunistycznym ta zbrodnia wydawała się jednak aż tak potworna, że postanowiono ją ukryć. Wyszła na jaw przez zupełny przypadek. Stalin nigdy nie sądził, że wojska niemieckie znajdą się aż pod Smoleńskiem. A polscy robotnicy przymusowi odkryją potworną tajemnicę katyńskiego lasu. Reakcja władz komunistycznych na ujawnienie zbrodni była natychmiastowa i bardzo ostra. To właśnie sprawa Katynia posłużyła jako pretekst do zerwania stosunków dyplomatycznych z polskim rządem na emigracji, który po układach Sikorki –Majski, był przecież rządem sojuszniczym. A potem zainscenizowano groteskowe, ale i potworne przedstawienie. Powołano radziecką komisję pod kierownictwem Burdenki, która miała udowodnić, że w Katyniu mordowali Niemcy. Ci nieliczni świadkowie, którzy wpadli w ręce NKWD, musieli odwołać wszystkie poprzednie zeznania na temat Katynia. Próbowano nawet dołączyć tę sprawę do akt oskarżenia w Norymberdze, by w sposób ostateczny przerzucić odpowiedzialność na innych, tym razem na niemieckich zbrodniarzy. Zachodni alianci zignorowali jednak te usiłowania. A jednak powstała oficjalna radziecka wersja wypadków – jeńców wymordowali Niemcy i każdy, kto ma inne zdanie na ten temat to sprzymierzeniec Niemców. Dotyczyło to także polskiego rządu na emigracji, podziemia niepodległościowego jak i rodzin katyńskich.
W ZSRR zmieniały się ekipy, a kłamstwo katyńskie trwało jako jeden z komunistycznych dogmatów. Według nie potwierdzonych informacji, prawdę o tej sprawie skłonny był powiedzieć Chruszczow, demaskujący zbrodnie swojego poprzednika. Wtedy to się nie udało. Zbyt wielu było wysoko postawionych ludzi, zainteresowanych, by prawda nie ujrzała światła dziennego. Ci, którzy bezpośrednio organizowali obozy, transport, a następnie egzekucje, awansowali także w latach 60. i 70. Doczekali się wysokich emerytur i umarli nie niepokojeni przez nikogo. Nic więc dziwnego, że jeszcze kilka miesięcy temu wszystkie sondaże, prowadzone w Rosji, dowodziły sukcesu komunistycznej propagandy. Jeżeli ktoś w ogóle słyszał o zabitych polskich oficerach, to był pewien, że to była zbrodnia niemiecka. Takie tezy, połączone z oskarżeniami wobec Polski, głosili nie tylko komunistyczni nacjonaliści, ale także niektórzy deputowani do Dumy. Odsłanianie prawdy przez Gorbaczowa i Jelcyna nazywali służalczością wobec amerykańskich imperialistów i szkalowaniem Rosji. Dlatego decyzja premiera Władimira Putina o wzięciu udziału w uroczystościach w Katyniu w 70 rocznicę zbrodni, słowa, które tam powiedział i to wszystko, co stało się po smoleńskiej katastrofie, w tym także emisja filmu Andrzeja Wajdy w szerokodostępnym kanale telewizyjnym, to wydarzenia bez precedensu.
Niedawna decyzja prezydenta Miedwiediewa o odtajnieniu dokumentów dotyczących Katynia dla polskiej opinii publicznej nie była czymś przełomowym. Te dokumenty znane są od kilkunastu lat, kiedy to zostały udostępnione Polsce ich kopie. Inaczej tę decyzję odebrano w Rosji. Dopiero teraz Rosjanie mogli poznać dokumenty i to w oryginalne. Zamieszczono je na oficjalnej stronie internetowej archiwum, w którym były przechowywane. Są w kolorze, można więc zobaczyć wprowadzane przez Stalina uwagi i polecania. Tylko on mógł je nanosić czerwonym atramentem – powiedział Oleg Naumow, dyrektor Rosyjskiego Państwowego Archiwum Historii Socjalno – Politycznej podczas wideokonferencji, zorganizowanej przez PAP i RIA Novosti. Zdaniem Andrzej Kunerta, sekretarza Rady Ochrony Pamięci Walki i Męczeństwa słowa i gesty rosyjskich władz są dla Polski ważne. Zaś udostępnienie dokumentów rosyjskiemu społeczeństwu to wspólna prawda, wspólna pamięć. A bez nich nie będzie pojednania między obu krajami.
Prof. Gienadij Matwiejew z Uniwersytetu w Moskwie zwrócił uwagę, że już rok temu premier Putin powiedział, że już najwyższy czas, by otworzyć archiwa w Polsce i w Rosji. Jednak do tej pory rosyjscy historycy nie mogą dostać dokumentów o jeńcach czerwonoarmistach z lat wojny 1919–1920, choć zwrócili się o nie do centralnego biura ds. jeńców i biura pochówków. Prof. Władysław Stępniak z UMK wyjaśnił, że nie zachowały się akta dotyczące rosyjskich jeńców z okresu wojny bolszewickiej. I nie ma żadnych tajnych magazynów, w których byłyby one przechowywane. Polskie archiwa, w odróżnieniu od rosyjskich, są bardzo niekompletne. Podczas II wojny światowej zostały spenetrowane najpierw przez Niemców, później przez Rosjan. Nie wszystko wróciło do polskich archiwów. Ocenia się, zauważył prof. Wojciech Materski z PAN, że zniszczeniu uległo około 80 proc. dokumentów. I jeśli ich nie można znaleźć w naszych archiwach, to dlatego, że ich po prostu w nich nie ma. Inaczej rzecz się ma w przypadku zbrodni katyńskiej. Nie znana jest pełna lista zamordowanych. Spośród 21 857 ofiar Katynia, udowodniono śmierć około tysiąca, a 22 osoby zostały zidentyfikowane. Nadal mamy do czynienia z ogromną skalą anonimowości – stwierdził Andrzej Kunert. Nic nie stoi na przeszkodzie, by wspólnie opracować listę jeńców z lat 1919–1920 i żołnierzy radzieckich, którzy zostali zamordowani przez Niemców podczas II wojny. Trudno jednak o analogię w przypadku tych ofiar, a zamordowanymi przez NKWD polskimi oficerami. Ci pierwsi byli obcymi na ziemiach Polski, a trudno to powiedzieć o tych, którzy zginęli w Katyniu.
Mamy prawo oczekiwać, że nastąpi przełom w stosunkach polsko-rosyjskich. Musi jednak nastąpić pełne odfałszownie historii. Wydaje się, że jest ku temu wola polityczna po obu stronach. Mówi się wręcz o pojednaniu. Znamienne są słowa prezydenta Dmitrija Miedwiediewa, który oświadczył, że Katyń to przykład fałszowania historii. Opowiedział się za przedstawieniem prawdy o tej zbrodni. Określił mord w Katyniu mianem bardzo mrocznej strony historii. Przyznał, że prawda była ukrywana lub prezentowana z absolutnie fałszywej pozycji. Zdaniem prezydenta nadszedł już czas na udostępnienie praktycznie wszystkich dokumentów archiwalnych dotyczących II wojny światowej.
TH.
tel.(+48 22) 565-46-00, fax (+48 22) 565-46-14
email: ndap@archiwa.gov.pl
















